Socrates Comenius



Wycieczka do sztolni i kopalni w Tarnowskich Górach


Dnia 15 maja uczniowie mieli niepowtarzalną okazję przeżyć cudowną przygodę w sztolni Czarnego Pstrąga oraz Kopalni Rud Srebnonośnych w Tarnowskich Górach.
Organizatorki wyjazdu, pani mgr Ewa Baran-Dańda oraz pani mgr Barbara Prusaczyk, zadbały o pełną dokumentację wycieczki, prowiant dla uczestników oraz kontrolę pojazdu.
Sztolnia Czarnego Pstrąga przywitała nas niepozorną budowlą z kamienia, ukrytą w gęstwinie parku w Reptach. Szyb "Ewa" krętymi schodami sprowadził nas 30 metrów pod ziemię. Tarnogórski przewodnik pomógł wszystkim usadowić się w łodziach oświetlonych mdłym blaskiem kaganków. Atmosfera przypominała czasy, gdy pod ziemią pracowali górnicy. Płynąc łodziami po krystalicznie czystej wodzie wszyscy zasłuchani byli w opowieściach przewodnika.
Po przepłynięciu siedmiuset metrów przemarznięci (temperatura w sztolni wynosi zaledwie 10 stopni Celsjusza) wspięliśmy się po stromych i krętych schodach na powierzchnię szybu "Sylwester".
Wróciliśmy do autokaru i pojechaliśmy do Zabytkowej Kopalni Rud Srebronośnych.
Zaskoczył nas kontrast miedzy nieciekawym wejściem do kopalni a skarbami wyeksponowanymi wewnątrz. Przewodnicy oprowadzili nas po części muzealnej wypełnionej zabytkowymi przedmiotami, obrazującymi historię kopalni oraz ciężką pracę śląskiego górnika.
Przeszliśmy do pomieszczenia, w którym atrakcją okazało się mierzenie i zakładanie kolorowych kasków górniczych.
Zjechaliśmy pod ziemię górniczą klatką i krętymi korytarzami kopalni podążaliśmy za naszymi przewodnikami.
I znowu czekały na nas łodzie, którymi płynęliśmy do najstarszej części kopalni. Po raz pierwszy korytarze odbijały głosy cudownie śpiewających Włochów, a język włoski wdzięcznie niósł się pod śląską ziemią. Czuliśmy się jak na gondolach w Wenecji. Do szczęścia brakowało nam tylko przecudnej urody gondolierów. Wysiedliśmy z chybotliwych łódek i doszliśmy do szybu. Wsiadając do klatki górniczej mieliśmy namiastkę wyjazdu górników po szychcie z poziomu 800 metrów, chociaż pokonaliśmy zaledwie 40,5 metra.
Z wycieczki wracaliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi, a wspólnie spędzone chwile pozostaną z nami na zawsze uwiecznione na kliszy fotograficznej.